czwartek, 1 sierpnia 2013

11. Zdrada



                                                         ♥~L.I.L.A.Y.N.E~♥

Nie wiem, ile dokładnie czasu minęło. Mogła minąć nawet cała wieczność. Powoli czułam, jak od ciągłego biegu łapy same odmawiają mi posłuszeństwa. Jednak biegłam ciągle. Obok mnie dzielnie trwał Sean. Byłam mu wdzięczna w głębi serca, że jest przy mnie. Kiedyś na pewno muszę mu podziękować. Nagle zaprzestał biegu zatrzymując się gwałtownie.
- O co chodzi? – Spytałam spoglądając na niego.
- Może odpocznijmy trochę. – Powiedział. Kiwnęłam tylko łbem. Nie miałam ochoty się kłócić, jednak serce samo rwało się do biegu, ciało mówiło co innego, a w szczególności łapy.
       Przysiadłam pod drzewem, gdzie można było znaleźć choć odrobinę cienia. Słońce nie było dzisiaj zbyt litościwe i wysyłało cały swój żar na ziemię. Westchnęłam ciężko układając swój łeb na łapach. Kątem oka zauważyłam, że Sean gdzieś zniknął.
Może poszedł się napić…
Przez moją głowę przeleciały niezliczonej ilości myśli. Byłam tak zmęczona, że nawet nie miałam ochoty ich słuchać. Zasnęłam.

Ocknęłam się, gdy poczułam przyjemny zapach jedzenia. W mig szare komórki zaczęły pracować. Otworzyłam ślepia i spojrzałam przed siebie. Tuż przy moim nosie leżała świeżo upolowana sarna, a obok niej Sean.
- Pomyślałem, że będziesz głodna. – Uśmiechnął się.
- Dziękuje. – Odwzajemniłam uśmiech, dźwigając się na cztery łapy. Po chwili zatopiłam kły w ofierze. Poczułam przyjemne ciepło, które rozeszło się po całym moim ciele.
       Po skończonym posiłku, ruszyliśmy w dalszą drogę. Coś w mojej głowie podpowiadało mi, abym mu nie ufała. Czułam też, że stanie się coś złego, jednak nie mogłam dokładnie stwierdzić co. Moją głowę zaprzątała jedyna myśl, aby odnaleźć siostrę. W końcu po to biegnę te setki tysiące kilometrów.
Dla niej…
Przyśpieszyłam nieco, gdy zauważyłam, że wilk zaczyna mnie wyprzedzać.
- Daleko jeszcze? – Krzyknęłam podczas biegu.
- Trochę. – Odkrzyknął. W sumie sama nie wiedziałam, dlaczego krzyczeliśmy. Tak po prostu. Kiwnęłam głową, ponownie skupiając swoją uwagę jedynie na biegu i tym, co znajduje się przede mną.
       Nagle, zauważyłam jakby coś mignęło w krzakach, a następnie szybko się schowało. Gwałtownie się zatrzymałam. Sean również stanął.
- Co się stało? – Spytał podchodząc do mnie.
- Tam coś jest. – Odparłam lekko drżącym głosem wskazując łapą na krzaki.
- Pewnie Ci się przewidziało. – Przewrócił oczami. – Chodźmy dalej.
- Nie! – Zaprotestowałam. – TAM COŚ JEST.
Wilk nic nie odpowiedział. Spoglądał się na mnie, jednak jakimś innym wyrazem pyska. Ten był obojętny, zimny. Basior cofnął się parę kroków w tył. Nagle poczułam czyjś oddech na karku. Po moim ciele przeszły dreszcze.
- Przykro mi, że musiałem być dla Ciebie miły. – Uśmiechnął się szyderczo.
- Ale… - Chciałam coś powiedzieć, jednak poczułam okropny ból, który przeszył całe moje ciało.
Niemożliwe… Jak on mógł….
Potem była już tylko ciemność.

1 komentarz: