~Saili~ ♥
Obudził mnie straszny koszmar . Nie wiedziałam co się dzieje . Amir spoglądał na mnie jak na ducha . Był wystraszony .
- Co ci jest Saili ? - Zapytał .
- Coś się dzieje , jesteśmy w niebezpieczeństwie , musimy uciekać !! - Wykrzyknęłam , zarazem wyjąc.
- Ale jak to ? Z kąt wiesz ?
- Miałam wizje w śnie . Coś jest bardzo blisko i może nas zabić .
-Co ty wygadujesz ? ! Do cholery jasnej . To był tylko zły koszmar i tyle . Nic złego się nie dzieje . - Próbował mnie uspokoić .
- Dobrze jak chcesz . Ale żebyś później tego nie żałował .
Usiadłam . Zaczęłam lizać swoje futro . Powietrze stało się jakieś ciężkie , trudno mi było oddychać . Nagle Amir zaczął się dusić . Szybko do niego podbiegłam i zaczęłam go ratować .
- Aaamir ! Proszę ! Co Ci się stało!! Amir nie umieraaj !! Proszę ! - Wyłam .
Nagle z pyska Amira wyleciał pierścień . Złoty pierścień . Przypomniałam sobie , że ten pierścień już kiedyś widziałam gdy uciekałam z laboratorium .
- Ajj . Przeklęty pierścień ! - Wykrzyknął .
- Nic , nic Ci nie jest ? - Zapytałam .
- Nie ! To normalne , gdy ktoś dusi się pierścieniem , który utknął mu w gardle , nawet go nie dotykając !! -Wykrzyknął zdenerwowanie .
- No sorry , tylko zapytałam , nie ? Dopiero co Cię poznałam . - Powiedziałam , gdy ktoś nagle wbiegł do naszej jaskini , paraliżując nas ogromnym ciałem. Były to inne wilki . Twarz miały bez uczuć . Spojrzenie miały zabójcze .
- AAAAAA co wy robicie !! - Krzyczałam i wyłam jednocześnie . Nie zdążyłam wypowiedzieć kolejnego zdania , gdy ktoś wpakował mi coś do pyska . I nie mogłam nic już powiedzieć . Było mi tak okropnie źle , że myślałam jak bym się rozlatywała . Ja z Amirem byliśmy przywiązani jakimiś sznurami . Straszne basiory były tak okropnie silne że ciągnęły nas przez całą naszą jaskinie , mając sznury w pysku . Zaczęliśmy jechać jakimś powozem . Strasznie trzepało . Gdy najechaliśmy na jakąś górkę lub kamień , wszystko zaczęło podskakiwać . Było coraz zimniej . Zaczęłam się bardzo trząść .Amir z trudem podszedł do mnie i objął mnie swoim futrem , żeby mi nie było zimno . Przez nieszczelne ,, okna '' powozu zobaczyłam w oddali jakiś śnieżnobiały zamek . Był bardzo piękny. W ogóle cała kraina była bardzo piękna , jakby taka z bajki . Zawsze marzyłam , żeby do niej przybyć tylko nie w takich okolicznościach . Powóz stanął .Wrota od powozu otwarli dwaj napakowali mężczyźni w maskach . Spróbowałam wypluć to co miałam w pysku i wyplułam i zaczęłam na nich warczeć . Ale to chyba pogorszyło sprawę . Po tym stali się bardziej agresywni i wrogo nastawieni do nas . Amir siedział spokojnie i podejmował się im wszystkiego co zapragnęli , jakby wiedział jacy są . Bardzo mnie to zarazem zaniepokoiło jak i zaciekawiło . Szliśmy powiązani sznurami . Wyrywałam się . Amir przeciwieństwo mnie szedł spokojnie . Szliśmy przez bardzo długi korytarz pokryty lodem . Wszędzie było zimno. Wreszcie doszliśmy . Był to jakiś loch . Trafiliśmy tam za kraty , jak do jakiegoś więzienia . Trafiłam z Amirem to tej samej ,,celi '' pewnie myśleli , że jesteśmy parą . Zaczęłam wyć i skamleć . Ale to nie pomagało .
- Co teraz będzie , co to za miejsce ? - Zapytałam Amira .
- To lodowy pałac Ashrana . Pamiętasz opowiadałem Ci o nim trochę. Miałaś rację . Mogliśmy uciec . Przepraszam . To moja wina . Możesz mnie rzucić na pożarcie krokodylom . Nie wiem zabić nawet . Znowu jesteś uwięziona . Naprawdę Przepraszam .
- Nic się nie stało , to nie twoja wina . I tak jakbyśmy uciekli to i tak nas by dopadli .
Nagle ktoś rzucił w nas jakąś strzałom . To był lek usypiajający . . .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz