niedziela, 14 lipca 2013

1. Przebudzenie

                                                                ~L.I.L.A.Y.N.E~



Moim umysłem targały niezliczonej ilości koszmary, które mogły zostać wyjęte z najgorszych zakamarków mojego umysłu, do którego drzwi nie mam prawa się zbliżać. A jednak zrobiłam to. Zbliżyłam się, a nawet miałam czelność je otworzyć. I wtedy stało się.
   Obudziłam się z krzykiem panicznie rozglądając się wokoło. Serce tłukło mi się w piersi jak oszalałe. Jakby za chwilę miało wyskoczyć i uciec. Powoli uspokajałam oddech, jednak wyglądałam pewnie, jakbym przed chwilą przebiegła jakiś cholerny maraton. Westchnęłam i dźwignęłam się ociężale na łapach. Znajdowałam się w tym samym miejscu co wcześniej.
Dobrze, że nie w labolatorium...
Nagle ze zdwojoną siłą zaatakowały mnie wspomnienia z tamtego miejsca. Tak bardzo chciałam, aby już nigdy nie wróciły. Chciałam zapomnieć o tamtym miejscu. Tak bardzo bolało, gdy za każdym razem przed oczami malował mi się obraz wielkiego, białego budynku, oraz małego wilczka zamkniętego w klatce razem z innymi.
   Potrząsnęłam łbem, chcąc zapomnieć raz, na zawsze. Właśnie taki miałam plan - zapomnieć. Westchnełam głęboko, wpuszczając do płuc tyle powietrza, ile zdołałam, a następnie wypuszczając je. Poczułam jak wiatr owiewa mi pysk i wplątuje się w kosmyki futra. Na moim pysku zawitał lekki uśmiech. Rozłożyłam skrzydła i wzbiłam się gwałtownie w powietrze. Szybowałam ponad koronami drzew, lekko muskając łapami liście, które tańczymi wraz ze mną. Zaśmiałam się głośno wzbijając coraz wyżej, aż wpadłam w miękki, biały puch, który osiadł na moim futrze. Chmury galopowały po niebie,o niczym konie po łące pełnej soczystej trawy.
   W ten dotknął mnie zapach zwierzyny. Zainteresowana zniżyłam nieco lot, aby następnie gładko wylądować na ziemi. Niedaleko mnie pasło się stado saren. Uśmiechnęłam się szatańsko, po czym skryłam w zaroślach. Zwierzęta nie wyczuły mojej obecności
I dobrze...
Pomyślałam, po czym rzuciłam się na upatrzoną wcześniej ofiare. Był nią stary i schorowany osobnik, który na pewno byłby mi wdzięczny za skrócenie jego męki.
   Po udanym polowaniu, wreszcie od paru dni, poczułam, że jestem najedzona. Siedząc przy jeziorze i wpatrując się w swoje odbicie, poczułam naglą pustkę, która zżerała mnie od środka. Wiedziałam, że osoba, wilk, którego szukam, powinien być gdzieś blisko.
Saili...
Imię to odbiło mi się echem w mojej głowie. Moja ukochana siostrzyczka, z którą rozdzielono mnie parę lat temu. Musiałam ją znaleźć. Choćby za cenę życia. Chciałabym, aby było tak jak za dawnych czasów.
Ale przecież nie będzie...
Wtedy jeszcze byłyśmy zwykłymi wilkami. Teraz płynie w nas czysta magia, którą w nas wstrzyknięto, gdy byłyśmy jeszcze szczeniakami.
   Westchnęłam głęboko, układając się w cieniu jednego z drzew. Czułam, jak moje powieki stają się coraz bardziej cięższe, aż w końcu całkiem opadły. Wtedy nie czułam już nic. Nastała błoga ciemność.

2 komentarze: