środa, 17 lipca 2013

5. Trening i pomysł


                                                                  L.I.L.A.Y.N.E

- Dobranoc, Lili. - Szepnęła biała wilczyca, tak bliska memu sercu, która wtuliła się we mnie zamykając niebieskie ślepka. Objęłam ją czule skrzydłem.
- Dobranoc, Saili. - Odparłam, zapadając w głęboki sen, niczym w ocean bez dna.

                                                                         ~♥~

    Gdy się obudziłam, słońce wisiało już wysoko na niebie. Nie potrafiłam jednak określić dokładnie, która jest godzina. Domyślałam się, że dochodziło południe.
   Delikatnie, aby nie obudzić ciągle śpiącej Saili, zrzuciłam ją z siebie. Ta wydała tylko cichy pomruk, a następnie zwinęła się w kłębek zakrywając pysk łapą. Zaśmiałam się cicho i wyszłam z jaskini na zewnątrz. Odetchnęłam głęboko świeżym powietrzem, a następnie ruszyłam w las.
  Powolnym krokiem szłam przed siebie, wsłuchując się w słodki śpiew ptaków, które latając nad moją głową wiły sobie gniazda w koronach drzew. Na moim pysku zagościł uśmiech. Wszystko tu było tak piękne. Tak spokojne. Tu wszystko było inne. Nie to, co ludzie. Te dwunożne istoty pozbawione krzty rozumu i uczuć. Są jak roboty, których zbudował świat. Nienawidzę ich z całego serca.
   W ten zatrzymałam się nagle i zrozumiałam, że stoję w wodzie. To całe rozmyślanie tak pochłonęło mnie, że aż zapomniałam o świecie rzeczywistym. Wybuchnęłam gromkim śmiechem przewracając się do wody.
Głupia ja...
Gdy już uspokoiłam się, spojrzałam w swoje rozmazane odbicie. Nagle do głowy wpadł mi świetny pomysł. A jeśli by tak chwilę potrenować? Tylko chwilkę. Stworzyłam sobie dwóch przeciwników, dokładnie takich samych jak ja, jednak ci byli tylko rekwizytami. Uśmiechnęłam się chytrze wzbijając w górę. Moje cienie dokładnie podążyły za mną, i już po chwili poczułam przypływ mocy, która została uśpiona w moim ciele. Wróg rozpoczął atak. Stworzył kulkę niebieskiego, lodowego ognia, która była wycelowana wprost we mnie. Szybko uniknęłam ataku, natomiast rozpoczęłam kontratak. Nie chciałam być dłużna. Wyczarowałam lodowe łańcuchy z ognia, które niczym węże w mig poleciały ku moim cieniom. Jeden sobowtór zgranie uniknął ciosu, jednak drugi został przygnieciony do ziemi, a następnie rozpłynął się w powietrzu.
- Tylko na to was stać! - Krzyknęłam wzbijając się coraz wyżej. Gdy byłam już dostateczne wysoko, niebo zapłonęło błękitem, z którego poleciał deszcz lodowych kulek ognia. Tworząc tornado, dodałam do niego nieco mojego ognia, który stworzył mieszankę wybuchową, dobijając ostatniego przeciwnika. Zawyłam w euforii. Może to było tylko marne zwycięstwo przeciwko moim sobowtórom, jednak dla mnie był to naprawdę nie lada wyczyn. Czułam, że pokonałam samą siebie.
   Gładko wylądowałam na ziemi wzbijając w powietrze tysiące drobin kurzu, od których zachciało mi się kichać. Z trudem powstrzymałam się od tej czynności. Poczułam jednak jeszcze coś innego.
Ktoś mnie obserwuje?...
Gwałtownie się odwróciłam. Zdążyłam ujrzeć tylko szare oczy znikające w ciemności. Ciekawe, kto to był. Westchnęłam głęboko i postanowiłam wrócić do jaskini. Gdy dotarłam na miejsce, Saili już nie spała.
- Hej. - Uśmiechnęłam się do niej. - Jak się spało?
- Świetnie! - Zaśmiała się. - Gdzie byłaś, Lili? Martwiłam się o Ciebie.
- Spokojnie, nic mi nie jest. Byłam się tylko przejść, trochę potrenować. - Wytłumaczyłam nadal się uśmiechając.
- Uff, chociaż tyle. Zgłodniałam. Idziemy na polowanie?
- Pewnie. - Nagle coś mnie olśniło. Jak z bicza strzelił, olśniło mnie. - Saili! - Krzyknęłam skacząc na nią.
- Kogo biją?!
- Nikogo padalcu! Załóżmy watahe! - Zamerdałam radośnie ogonem.
- Watahe? - Powtórzyła zaintrygowana.
- Pewnie! A czemu by nie?
- Ha! Zgoda! Postanowione!

                                                                        ~♥~

2 komentarze: