~ L.I.L.A.Y.N.E~
Im bardziej zagłębiałam się w te przeklęte szpony dzikiej puszczy, tym bardziej czułam, że z tym miejscem jest coś nie tak. Czułam to w głębi duszy. Jakby coś zżerało mnie od środka. Okropne uczucie. Teraz jednak w mojej głowie siedziała jedna jedyna myśl – znaleźć Saili.
- To wszystko dzieje się za szybko. – Jęknęłam spoglądając w górę, gdzie kobaltowe niebo przysłaniały grube gałęzie drzew uniemożliwiając przedostanie się promieni słonecznych. Westchnęłam głęboko, chcąc nabrać jak najwięcej tlenu. Coś w mojej chorej głowie podpowiadało mi, abym się nie zatrzymywała.
Oczywiście, że się nie zatrzymam…
Pomknęłam przed siebie nie myśląc już nie więcej, gdyż wyszłoby to tylko na moją niekorzyść. Wykonywałam przeróżne slalomy między drzewami, przeskakiwałam przez kłody i przedzierałam się przez gęste krzewy. Mój mózg wyłączył się na wszelkie inne sygnały. Był tylko bieg i to, co znajduje się przede mną. To był mój najgorszy błąd, który doprowadził mnie do śmierci…
W ten poczułam jak coś z wielką siłą uderza we mnie. Łupnęłam o ziemię, czując jak jakiś ciężar nie da mi się podnieść. Sparaliżowana strachem wstrzymałam oddech. Ciemność jaka na chwilę przysłoniła mi oczy, nie dała dojść do mózgu informacji o tym kim jest ten osobnik nachylający się nade mną. Usłyszałam wrogie warknięcie, a kły niebezpiecznie błysnęły tuż przy mojej szyi. W porę jednak odzyskawszy trzeźwy rozum, zamachnęłam się łapą uzbrojoną w ostre pazury zadając cios napastnikowi, który wydał z siebie przeraźliwy syk. Odskoczyłam parę metrów dalej, jednak po chwili znów miałam przyjemność poczuć na sobie czyjś ciężar. Tym razem zaczynało brakować mi tchu. Dusiłam się. Wierzgałam łapami, próbowałam wyrwać się z tego żelaznego uścisku, jednak bez najmniejszego skutku. W ten, wilk na chwilę tracąc czujność nieco rozluźnił uścisk. Wykorzystując okazje, która mogłaby się nie powtórzyć, ugryzłam go w łapę szybko odtrącając od siebie. Ponownie zamachnęłam się łapą i walnęłam wilka prosto w pysk pozostawiając na nim krwawy ślad. Wróg zachwiał się na łapach, a ja robiąc szybką akcję skoczyłam na niego, w skutku czego po chwili leżeliśmy na ziemi. Teraz ta ja byłam górą.
- Mam Cię… - Wysapałam z trudem. Teraz mogłam przyjrzeć się dokładniej mojemu napastnikowi. Był to szaro – czarny basior. Miał czarną grzywkę, która bezwładnie opadała mu na oczy przymknięte powiekami. Na oko liczył około czterech lat. Zauważyłam kątem oka szkarłatną stróżkę spływającą z jego skroni.
Rozumiem…
Zgrzebałam się z wilka, a samego jego wrzuciłam sobie na grzbiet. Nic nie sugeruje, ale nawet najgorszemu wrogowi nie chcę dać kary pozostania w tym okropnym miejscu.
Zbliżało się południe. Ja wraz z pasażerem na gapę, który znajdował się nadal na moim grzbiecie zdążyłam już wyjść na otwartą przestrzeń. Słońce wisiało wysoko na niebie oplatając swymi promieniami cały świat. Jeden z promieni zawisł na mojej twarzy ciepło ją muskając. Uśmiechnęłam się mimowolnie, na chwilę zapominając o bożym świecie. Po chwili jednak dał mi o sobie znać mój „bagaż”, pod którym łapy same mi się uginały. Postanowiłam szybko poszukać jakiejś jaskini w której mogłabym złożyć nasze zwłoki. Potruchtałam dalej przed siebie bacznie rozglądając się na wszystkie strony. W ten moje oczy dostrzegły niewielką jaskinię skrytą między zaroślami. Bez chwili namysłu podbiegłam do niej i resztkami sił zrzuciłam z siebie wilka, sama padając na chłodną ziemię.
Ciekawe, co jeszcze…
Westchnęłam głęboko spoglądając na basiora. Spał. Postanowiłam wybrać się na małe polowanie w celu zapełnienia braków żywności. Ponownie opuściłam jaskinię i zniknęłam za ścianą zieleni. Wyostrzyłam wszystkie moje zmysły. Nagle dotknął mnie zapach zwierzyny. Uśmiechnęłam się szatańsko. Na małej polanie pasło się niewielkie stado saren. Zakradłam się w krzakach czekając na odpowiedni moment. Gdy moja ofiara podeszła wystarczająco blisko, skoczyłam zatapiając kły w tętnicy. Sarna szybko padła na ziemię, która nasiąkła czerwoną osoką. Oblizałam z degustacją kły, a następnie zacisnąwszy żelazny ucisk na szyi sarny, zawlekłam ją do jaskini.
Gdy dotarłam na miejsce, wilk już nie spał. Siedział w kącie jaskini świdrując mnie tym swoim lodowym spojrzeniem.
- Spojrzenie jednak mamy to samo. – Uśmiechnęłam się lekko kładąc zwierzynę na ziemi. Wilk nie poruszył się ani o centymetr, jakby ktoś nagle zamienił go w kamień.
- Kim jesteś? – Spytałam siadając parę metrów dalej.
- Mam misję Cię zabić. – Warknął. – Dlaczego więc, Ty mnie ratujesz?
- To proste, nie mogłabym Cię zabić. Wytłumaczę to tak, że nie chcę Cię zabijać. – Uśmiechnęłam się. – Ale dlaczego Ty chcesz mnie zabić?
- Taka misja. – Prychnął pod nosem odwracając wzrok.
- Misja? – Powtórzyłam zaintrygowana.
- Słyszałaś o złym czarnoksiężniku? Ma na imię Ashran. Zawładnął tą całą krainą, jak i jej ludnością, chociaż jest tylko nędznym człowiekiem, jest bardzo silny. – Westchnął. – Są też Ci, którzy mu służą, a na skinienie jego palca, zrobią wszystko..
- Nawet pozbawią kogoś życia… - Dokończyłam szeptem. Wilk wzdrygnął się na samo brzmienie tego słowa. Powietrze stało się ciężkie i przepełnione wszechobecną ciszą i błogim spokojem. Po chwili jednak przerwałam tę barierę zadając pytanie:
- Jak masz na imię?
- C-co? – Wydukał.
- Jak masz na imię? – Powtórzyłam lekko rozbawiona.
- …. Sean. – Odparł po chwili przenosząc na mnie swój lodowy wzrok.
- Miło mi, ja jestem Lilayne, ale możesz mi mówić Lili. – Zaśmiałam się.
Czy on w ogóle się nie uśmiecha?
- Halo? Panie? Jest pan tam?
- Cicho…
- Co?
- Bądź… Cicho… - Przeliterował mi z kamiennym wyrazem twarzy wpatrzony w ziemię.
- Co się stało?
- On tu jest…
- Kto?
- Ashran. Zbliża się, ale nie do nas. Na północ stąd znajdują się dwa wilki. Wilczyca i wilk. Są w śmiertelnym niebezpieczeństwie…
Jedyna myśl – Saili
- D-dwa wilki… - Wyjąkałam. – Musimy im pomóc!
- On mnie zabije, jeśli mnie dorwie! – Warknął. – Nie wykonałem swojej misji, nie zabiłem Cię. Nie mogę teraz pokazać mu się na oczy, bo sam zgi… - Nie dane mu było dokończyć, gdyż jego pysk spotkał się z moją łapą.
- Myślałam, że jesteś inny! Okazało się jednak, że w głębi jesteś małym, nadętym wilczkiem, który tylko gdy zrobi się niebezpiecznie to kuli ogon i ucieka! Co z Ciebie za wilk do cholery jasnej! – Wydarłam się na Sean’a, który wlepiał we mnie wielkie oczy. Poczułam ulgę. Wszystko co dusiłam w sobie znalazło ujście. Cały gniew i smutek. Szybko odwróciłam się i pobiegłam przed siebie. Nie minęło jednak dużo czasu, gdy usłyszałam dudnienie łap obok mnie.
- Idę z Tobą. – Powiedział wyrównując ze mną swój bieg. Uśmiechnęłam się w duchu, że jednak nie idę tam sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz