~L.I.L.A.Y.N.E~
Pochodnie zawieszone na ścianach dawały nikłe światło, które oświetlało twarz Ashrana, zasiadającego na tronie. Uśmiechał się jadowicie, wplątując swoje długie, kościste palce w bujne futro basiora siedzącego tuż obok niego.
Sean...
Przemknęło mi przez myśl. Zacisnęłam kły, powstrzymując się aby nie skoczyć na niego i zabić na miejscu. Sama straciłabym przy tym życie, jednak miałabym chociaż pewność, że on smaży się w piekle.
Czarnoksiężnik przeniósł na mnie swój wzrok pełen pogardy:
- Proszę, proszę, a więc jednak odważyłaś się przyjść? Jestem pełen podziwu. A gdzie reszta eskorty? Już uciekła? Czy została zabita przez strażników? Jakże mi przykro.
- Ekhem... Reszta eskorty stoi dokładnie za tobą wujaszku. - Z wrażenia myślałam, że aż sobie siądę.
- Saili?! - Krzyknęłam nie dowierzając.
- Ha! Myślałam, że nie przyjdę? Przyprowadziłam kolegów na melanż, nie obraź się. - Uśmiechnęła się.
Więc udało im się uwolnić resztę...
- Zabić wszystkich! - Ryknął Ashran do swoich podładnych, którzy z obnażonymi kłami rzucili się na nas. W ostatnim momencie zdążyłam odskoczyć, a wilk zatopił swoje pożółkłe kły w ciele jednego z walczących. Na ziemię pociekła czerwona osoka. Biel futra nie była już tak nieskazitelna. Zatrzęsłam się z przerażenia, nie mogąc wydusić z siebie żadnych słów.
W ten ujrzałam ciemną sylwetkę Czarnoksiężnika znikająca w odmętach lodowego korytarza. Łapy same rwały się do biegu, jednak serce podpowiadało mi zostać. Nie miałam sumienia zostawić ich wszystkich na pastwę tych bestii.
- Lili, leć! Damy sobie radę! - Wykrzyknęła Saili w moją stronę, odpychając od siebie basiora, który przygniótł ją całą powierzchnią ciała. Przeklęłam w myślach samą siebie, po czym dzikim biegiem pognałam przed siebie z nadzieją, że ten gad nie zaszedł daleko.
Czułam, jak serce tłucze mi się w piersi, chcąc zaraz wyskoczyć. Strach paraliżował całe moje ciało, niczym trucizna. W ten obezwładniający ból przejął mnie całą. Upadłam na ziemię, ciężko dysząc.
- Lilayne. - Jego głos był tak spokojny, a zarazem morderczy. Wyszedł on z cienia, spoglądając się na mnie zmrużonymi oczami. - Śmierć jest czymś okropnym, nie sądzisz?
- Ty potworze! - Warknęłam, rzucając się na niego. Udało mi się zrobić tylko niewielkie zadrapanie na jego policzku, z którego czerwone krople spłynęły po jego skórze. Od razu odskoczyłam, spodziewając się kolejnego ciosu z jego strony. Jego ręka rozbłysła czarnym ogniem, rozświetlając jego bladą twarz. Rzucił we mnie swoim ogniem, jednak nie nie pozostałam dłużna i po chwili lodowy ogień zmierzył się z jego demonicznym. Powstała fala odrzuciła mnie parę metrów dalej obijając o ścianę. Szybko zgrzebałam się z ziemi i uchyliłam przed kolejnym ciosem. Jak na człowieka był szybszy, niż mogło mi się wydawać.
Nagle poczułam silne uderzenie i zostałam przygwożdżona do ziemi. Zaczynało brakować mi powietrza w płucach. Każdy kolejny ruch sprawiał niewyobrażalny ból.
- Zdychaj, kundlu... - Syknął wprost do mojego ucha. Zamknęłam oczy z nadzieją na cud, który takowy się stał.
- Sean.. - Szepnęłam nie wierząc.
- Uciekaj! - Warknął szarpiąc się z Ashran'em.
- Ale...
- Teraz!
Znowu uciekam jak ostatni tchórz...
W ten coś mocno złapało mnie i wzniosło wysoko w powietrze.
- Saili!? Nie! Nie możemy! Musimy go ratować! - Wyrywałam się, jednak w starciu z jej siłą moje wysiłki szły na marne.
- Nie pomożemy mu! Zamek się wali, przykro mi. - Odparła wylatując na otwartą przestrzeń. Nagle poczułam jak powieki same mi ciążą. Nie dałam rady walczyć. Nie miałam siły. Zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~♥~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No, to już koniec części drugiej mojego wpisu :D Nie umiem opisywać walk, wybaczcie mi :'D Chociaż dla chcącego, nic trudnego. Z czasem samo przyjdzie.
piątek, 23 sierpnia 2013
14 . Atak .
~~ Saili ~~ ♥
Zaczęłam podążać , poszukując właściwej celi . Szłam przez miliard czy więcej cel , w których byli zamknięci : wilki , wilczyce , wilczki . Serce mi się krajało jak na nich patrzyłam . Miałam łzy w oczach . Ale szłam dalej , poszukując właściwej osoby w celi . W końcu znalazłam.
- Amir !! Jesteś ! . Martwiłam się o ciebie .
- Sailii !! Wróciłaś po mnie ... Dziękuje .
- Tak , wróciłam , teraz spróbuję Cię uratować . Odsuń się .
Próbowałam otworzyć wrota celi .
- Czekaj , mam pomysł . - Zaproponowałam .
-Mhm ? - Odpowiedział .
- Na głównym korytarzu , gdzie jest Ashran , przy jego wielkim pasie , jest milion kluczy , każdy jest ponumerowany do właściwej celi . Nie znam się zbyt na cyferkach , ale poradzę sobie , może przy okazjii znajdę Lili i opowiem jej o wszystkim .
- To zbyt ryzykowne . Nie chcę by stała Ci się jakakolwiek krzywda .
- Nie przejmuj się , nic mi się nie stanie . Do zobaczenia ! .
- Powodzenia Saili .!
Amir powiedział to z takim ciepłem , że biegłam szybciej .
- Ale co to .... za krzyki? ....... LILI ??!! - Krzyknęłam .
Biegłam ile sił w łapach , nie brakowało mi tchu . Chciałam zobaczyć co się tam dzieje . Chciałam rozwikłać tę zagadkę a zarazem tajemnicę , jaką skrywał ten pałac zła . . .
Zobaczyłam Lilayne , kłócącą się z Ashranem .
- Co ty Lili co cholery jasnej wyprawiasz ?! Postradałaś zmysły , choć idziemy z tąd !
- Ooo , następna pani wilczyca do kolekcjii ? NIE ! Tak łatwo z tąd nie wyjdziecie . W ogóle kto wam pozwolił tutaj wejść ? Zaraz rzucę was na pożarcie krokodylą .
- Nieee !! Proszę , ja bardzo przepraszam za siostrę . Ona nie wie co robi . Na pewno gdyby trzeźwo myślała , nie zrobiła by takiej głupoty .
- Co ty nazywasz głupotą ? Siostrzyczko ?
- Ajj nie kłóćmy się ... tylkoo uciekaaaaajmyyyy !!!!!! - Krzyknęłam i pociągnęłam Lili za łapę .
- Saaili co ty robisz ! Zostaw mnie ! Chcę dokończyć to co zaczęłam ... Ale to nieważne .... puść mnie !!
- Dobrze jak chcesz , ty uparta Lilayne . Żebyś tylko nie zrobiła jakiejś głupoty .Bo Ci tego nigdy nie wybaczę . Nigdy . Pamiętaj .
Zostawiłam tą upartą siostrę i poszłam ratować Amira , gdy po drodze ukradłam tam parę kluczy . Myślę , że się nadadzą . Znaczy się ja ich nie ukradłam tylko pożyczyłam . :)
Podeszłam do celi z Amirem .
- OO wróciłaś ! Myślałem , że sobie poszłaś . - Powiedział Amir .
- Nie, nie zostawiłabym Ciebie . Ja zawszę muszę kończyć to co zaczęłam . - Powiedziałam i otworzyłam wrota .
- Choćmy! Uciekajmy !! - Wył i zarazem mówił .
- Nie . Muszę jeszcze coś załatwić . Choć . Pomożesz mi .
- No dobrze , ale w czym ?
- Musimy uwolnić wszystkie wilki z cel , to nam nie zajmie dużo czasu . I wtedy pokonamy Ashrana !! - Oznajmiłam .
- NO dobra !
Miałam sporo kluczy , ale najlepsze było w tym , że jeden klucz mógł otworzyć wszystkie bramy cel . Powoli z Amirem otworzyliśmy wszystkie cele . Nie zajęło nam to dużo czasu . Wszystkie wilki , wilczyce i wilczki byli nam niezmiernie wdzięczni .
- Mam do was prośbę ! - Krzyknęłam .
- Tak ?! - Wszyscy odpowiedzieli chórem .
- Choćmy pokonamy Ashrana . Nikt już nie będzie nam zakłócał !
Wszyscy zaczęli biec , w stronę głównego korytarza . Aż strach myśleć to stanie się za chwilę ...
Zaczęłam podążać , poszukując właściwej celi . Szłam przez miliard czy więcej cel , w których byli zamknięci : wilki , wilczyce , wilczki . Serce mi się krajało jak na nich patrzyłam . Miałam łzy w oczach . Ale szłam dalej , poszukując właściwej osoby w celi . W końcu znalazłam.
- Amir !! Jesteś ! . Martwiłam się o ciebie .
- Sailii !! Wróciłaś po mnie ... Dziękuje .
- Tak , wróciłam , teraz spróbuję Cię uratować . Odsuń się .
Próbowałam otworzyć wrota celi .
- Czekaj , mam pomysł . - Zaproponowałam .
-Mhm ? - Odpowiedział .
- Na głównym korytarzu , gdzie jest Ashran , przy jego wielkim pasie , jest milion kluczy , każdy jest ponumerowany do właściwej celi . Nie znam się zbyt na cyferkach , ale poradzę sobie , może przy okazjii znajdę Lili i opowiem jej o wszystkim .
- To zbyt ryzykowne . Nie chcę by stała Ci się jakakolwiek krzywda .
- Nie przejmuj się , nic mi się nie stanie . Do zobaczenia ! .
- Powodzenia Saili .!
Amir powiedział to z takim ciepłem , że biegłam szybciej .
- Ale co to .... za krzyki? ....... LILI ??!! - Krzyknęłam .
Biegłam ile sił w łapach , nie brakowało mi tchu . Chciałam zobaczyć co się tam dzieje . Chciałam rozwikłać tę zagadkę a zarazem tajemnicę , jaką skrywał ten pałac zła . . .
Zobaczyłam Lilayne , kłócącą się z Ashranem .
- Co ty Lili co cholery jasnej wyprawiasz ?! Postradałaś zmysły , choć idziemy z tąd !
- Ooo , następna pani wilczyca do kolekcjii ? NIE ! Tak łatwo z tąd nie wyjdziecie . W ogóle kto wam pozwolił tutaj wejść ? Zaraz rzucę was na pożarcie krokodylą .
- Nieee !! Proszę , ja bardzo przepraszam za siostrę . Ona nie wie co robi . Na pewno gdyby trzeźwo myślała , nie zrobiła by takiej głupoty .
- Co ty nazywasz głupotą ? Siostrzyczko ?
- Ajj nie kłóćmy się ... tylkoo uciekaaaaajmyyyy !!!!!! - Krzyknęłam i pociągnęłam Lili za łapę .
- Saaili co ty robisz ! Zostaw mnie ! Chcę dokończyć to co zaczęłam ... Ale to nieważne .... puść mnie !!
- Dobrze jak chcesz , ty uparta Lilayne . Żebyś tylko nie zrobiła jakiejś głupoty .Bo Ci tego nigdy nie wybaczę . Nigdy . Pamiętaj .
Zostawiłam tą upartą siostrę i poszłam ratować Amira , gdy po drodze ukradłam tam parę kluczy . Myślę , że się nadadzą . Znaczy się ja ich nie ukradłam tylko pożyczyłam . :)
Podeszłam do celi z Amirem .
- OO wróciłaś ! Myślałem , że sobie poszłaś . - Powiedział Amir .
- Nie, nie zostawiłabym Ciebie . Ja zawszę muszę kończyć to co zaczęłam . - Powiedziałam i otworzyłam wrota .
- Choćmy! Uciekajmy !! - Wył i zarazem mówił .
- Nie . Muszę jeszcze coś załatwić . Choć . Pomożesz mi .
- No dobrze , ale w czym ?
- Musimy uwolnić wszystkie wilki z cel , to nam nie zajmie dużo czasu . I wtedy pokonamy Ashrana !! - Oznajmiłam .
- NO dobra !
Miałam sporo kluczy , ale najlepsze było w tym , że jeden klucz mógł otworzyć wszystkie bramy cel . Powoli z Amirem otworzyliśmy wszystkie cele . Nie zajęło nam to dużo czasu . Wszystkie wilki , wilczyce i wilczki byli nam niezmiernie wdzięczni .
- Mam do was prośbę ! - Krzyknęłam .
- Tak ?! - Wszyscy odpowiedzieli chórem .
- Choćmy pokonamy Ashrana . Nikt już nie będzie nam zakłócał !
Wszyscy zaczęli biec , w stronę głównego korytarza . Aż strach myśleć to stanie się za chwilę ...
środa, 21 sierpnia 2013
13. Łzy, które nic nie zmienią cz 1.
~L.I.L.A.Y.N.E~
Jak powiedziała Saili, miałyśmy wrócić do lodowego pałacu. Sama nie wiem po co. Z jednej strony było to chyba oczywiste, że musiałyśmy uratować tych dwóch idiotów. Chociaż jednego z nich wolałabym tam zostawić i nigdy więcej nie oglądać. Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu, jednak z trudem udało mi się je powstrzymać.
- Lili, czy ty... płaczesz? - Młodsza siostra podeszła do mnie, spoglądając się ze zmartwieniem.
- Nie, nie. Wszystko w porządku. - Skłamałam. - Chodźmy już lepiej. - Wstałam i ruszyłam przed siebie, a Saili potruchtała za mną.
Noc nadeszła szybciej, niż mogłam się tego spodziewać. Na kobaltowe sklepienie nieba wdarł się zachłanny cień, który zdarł jakiekolwiek oznaki słońca, a wpuścił jasny księżyc, który miał panować na czas nocy.
Siedziałyśmy razem z Saili na gałęzi jednego z drzew, skryte pomiędzy liśćmi. Lodowy Pałać miałyśmy praktycznie na wyciągnięcie łapy, toteż z tego miejsca był on doskonale widoczny. Marmurowe ściany pokryte licznymi kryształkami lodu, który mienił się w świetle tysiącem kolorów. Szyby wykonane były również z kolorowego szkła, które mieniło się w słońcu. Największe wrażenie jednak robił wielki ogród, który otaczał zamek ze wszystkich stron. Pełno w nim było egzotycznych roślin, oraz kwiatów, które pachniały cudnie. Gdyby ktoś nie wiedział, kogo to jest zamek, pomyślałby, że nie ma w nim żadnego zła. Jak bardzo by się mylił jednak.
Nie minęła chwila, a wszystkie światła w zamku zgasły. To był właśnie ten moment.
- Saili, ruszamy. - Spojrzałam się na siostrę, na co ta kiwnęła porozumiewawczo głową. Obje wzbiłyśmy się w powietrze, lecąc w kierunku tak dobrze znanego, a zarazem tak znienawidzonego nam miejsca.
Mimo później pory, zawsze przy bramie stali strażnicy, którzy pilnowali porządku w nocy. Szybkim ruchem pozbyłyśmy się ich, wślizgując tym sposobem do środka. Rozejrzałyśmy się badawczo. Na ścianach porozstawiane były pochodzie, które wydawały z siebie jasne, niebieskie światło, rozświetlając lodowe korytarze zamku.
- Saili, Ty idź poszukać pomieszczenia z celami. Powinno być pod zamkiem. Ja muszę coś załatwić.
- Ale.. Uważaj na siebie, proszę. - Załkała. Przytuliłam ją najmocniej jak tylko mogłam.
- Obiecuję, ale ty też nie daj się zabić. Mamy się tutaj spotkać znowu, rozumiesz? - Wilczyca kiwnęła głową, uśmiechając się dumnie, po czym pobiegła w swoją stronę.
Westchnęłam głęboko, kierując się w stronę sali tronowej. Tym razem nie mogłam już pohamować łez, które same cisnęły mi się do oczu. Wiedziałam, że to co się stanie... Nie wszyscy wyjdziemy z tego cało. Tak bardzo chciałam, aby to wszystko dobrze się skończyło. Chciałam jeszcze raz ujrzeć uśmiechniętą twarz Saili, gdy jest naprawdę szczęśliwa.
Siostrzyczko, błagam... Wybacz mi... Przez łzy nie widziałam dokładnie drogi, jednak łapy same instynktownie niosły mnie przed siebie. Śmierć jest okrutna. Wybaczcie mi wszyscy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~♥~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak, wiem, że krótko, ale wena nie pozwala mi na zbytnie szaleństwo ;) Ważne, że notka jest bo mnie już cholera brała, że nic się tutaj nie dzieję. Mam nadzieję, że wybaczycie, tak więc komentujcie moi kochani i wyczekujcie sprawozdania ze strony Saili :)
Jak powiedziała Saili, miałyśmy wrócić do lodowego pałacu. Sama nie wiem po co. Z jednej strony było to chyba oczywiste, że musiałyśmy uratować tych dwóch idiotów. Chociaż jednego z nich wolałabym tam zostawić i nigdy więcej nie oglądać. Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu, jednak z trudem udało mi się je powstrzymać.
- Lili, czy ty... płaczesz? - Młodsza siostra podeszła do mnie, spoglądając się ze zmartwieniem.
- Nie, nie. Wszystko w porządku. - Skłamałam. - Chodźmy już lepiej. - Wstałam i ruszyłam przed siebie, a Saili potruchtała za mną.
Noc nadeszła szybciej, niż mogłam się tego spodziewać. Na kobaltowe sklepienie nieba wdarł się zachłanny cień, który zdarł jakiekolwiek oznaki słońca, a wpuścił jasny księżyc, który miał panować na czas nocy.
Siedziałyśmy razem z Saili na gałęzi jednego z drzew, skryte pomiędzy liśćmi. Lodowy Pałać miałyśmy praktycznie na wyciągnięcie łapy, toteż z tego miejsca był on doskonale widoczny. Marmurowe ściany pokryte licznymi kryształkami lodu, który mienił się w świetle tysiącem kolorów. Szyby wykonane były również z kolorowego szkła, które mieniło się w słońcu. Największe wrażenie jednak robił wielki ogród, który otaczał zamek ze wszystkich stron. Pełno w nim było egzotycznych roślin, oraz kwiatów, które pachniały cudnie. Gdyby ktoś nie wiedział, kogo to jest zamek, pomyślałby, że nie ma w nim żadnego zła. Jak bardzo by się mylił jednak.
Nie minęła chwila, a wszystkie światła w zamku zgasły. To był właśnie ten moment.
- Saili, ruszamy. - Spojrzałam się na siostrę, na co ta kiwnęła porozumiewawczo głową. Obje wzbiłyśmy się w powietrze, lecąc w kierunku tak dobrze znanego, a zarazem tak znienawidzonego nam miejsca.
Mimo później pory, zawsze przy bramie stali strażnicy, którzy pilnowali porządku w nocy. Szybkim ruchem pozbyłyśmy się ich, wślizgując tym sposobem do środka. Rozejrzałyśmy się badawczo. Na ścianach porozstawiane były pochodzie, które wydawały z siebie jasne, niebieskie światło, rozświetlając lodowe korytarze zamku.
- Saili, Ty idź poszukać pomieszczenia z celami. Powinno być pod zamkiem. Ja muszę coś załatwić.
- Ale.. Uważaj na siebie, proszę. - Załkała. Przytuliłam ją najmocniej jak tylko mogłam.
- Obiecuję, ale ty też nie daj się zabić. Mamy się tutaj spotkać znowu, rozumiesz? - Wilczyca kiwnęła głową, uśmiechając się dumnie, po czym pobiegła w swoją stronę.
Westchnęłam głęboko, kierując się w stronę sali tronowej. Tym razem nie mogłam już pohamować łez, które same cisnęły mi się do oczu. Wiedziałam, że to co się stanie... Nie wszyscy wyjdziemy z tego cało. Tak bardzo chciałam, aby to wszystko dobrze się skończyło. Chciałam jeszcze raz ujrzeć uśmiechniętą twarz Saili, gdy jest naprawdę szczęśliwa.
Siostrzyczko, błagam... Wybacz mi... Przez łzy nie widziałam dokładnie drogi, jednak łapy same instynktownie niosły mnie przed siebie. Śmierć jest okrutna. Wybaczcie mi wszyscy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~♥~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak, wiem, że krótko, ale wena nie pozwala mi na zbytnie szaleństwo ;) Ważne, że notka jest bo mnie już cholera brała, że nic się tutaj nie dzieję. Mam nadzieję, że wybaczycie, tak więc komentujcie moi kochani i wyczekujcie sprawozdania ze strony Saili :)
niedziela, 4 sierpnia 2013
12 . Szczęście się jednak powoli zaczyna odwracać ...
~ Saili~ ♥
Gdy się obudziłam doznałam szoku pierwszego stopnia . Byłam w małej klatce , zamkniętą na trzy spusty . Kątem oka spoglądałam przed siebie . Widziałam wysokiego człowieka , ubranego w ciemny płaszcz . W dłoni trzymał bat . Kolejne wilki podchodziły do niego z przymusem . On rozdzielał je do poszczególnym grup. Jedne wilki do biczowania , drugie do ciężkiej pracy . Moje ucho usłyszało , że ten zły człowiek to Ashran .
- Aaa tak to on . Mogłam się tego spodziewać , że w końcu tu trafię ... ale , ale gdzie jest Amir?- Powiedziałam po cichu .
Poczułam znajomy zapach . Ten zapach był coraz silniejszy i mocniejszy i był mi bardzo znajomy . Nie mogłam oderwać od niego nosa .
- Przecież kiedyś już kiedyś czułam ten zapach . Pomyślałam .
Do mojej małej klatki podeszło dwóch mężczyzn , tych którzy wparowali do naszej jaskini . Jeden z mężczyzn zaczął moją klatkę otwierać , drugi zaś chciał mnie złapać , ale go ugryzłam . Bardzo się wkurzył . Nagle zobaczyłam znajomą twarz . To była Lilayne . Szła z opuszczoną głową . Bardzo posłusznie . Tylką ją prowadził wilk . Gdy się spostrzegłam mężczyzna niósł mnie na rękach . Ja niespodziewanie się wyrwałam i pobiegłam ku Lilayne . Dwoje mężczyzn pobiegło za mną . Biegłam tak szybko , że nawet nie wiedziałam , że tak szybko biegam . Podbiegłam do Lili i zapytałam .
- Lili !! Siostrzyczko ! Wreszcie Cię znalazłam !! - Wykrzyknęłam .
Lilayne nie odpowiedziała , nawet się na mnie nie spojrzała . Szła jakby była ,, robotem '' .
- Lilii !! Dobrze się czujesz . Siostrzyczko ! Nic Ci nie jest ! ? Odpowiedz proszę !! - Zapytałam szybko , bo widziałam jak wszyscy do mnie biegną , żeby mnie złapać . Przecież nie mogłam znowu stracić mojej ukochanej siostry . Wzięłam sprawy w swoje łapy . Skupiłam się na chwile , chociaż miałam mało czasu . Stanęłam i się skupiłam . Nagle wyleciała wielka fala wody , sprzątając wszystko co napotkała na swojej drodze . To była moja moc wody . Wzięłam Lilayne w pysk i podfrunęłam pod sufit budynku . Razem z Lilayne wylecieliśmy przez okno . Chociaż było mi bardzo ciężko , dawałam z siebie wszystko . Za mną wyleciało parę wilków , którzy nas gonili . Zaczęłam lecieć szybciej . Skrzydła powoli odmawiały mi posłuszeństwa . Ale leciałam dalej . Nie poddawałam się . Zobaczyłam w oddali las . Kierowałam się do niego. Na jednym z drzewie zobaczyłam tak zwany ,, domek na drzewie '' Odwróciłam się i za mną i już nikogo nie było . Chociaż na parę chwil miałam spokój . Ale miałam jeszcze kogoś na sumieniu . Tak ... Amira . Zostawiłam go z tym oszalałym czarnoksiężnikiem Ashranem . Obiecałam sobie , że nie zostawię tak tego . Wrócę po niego , choćby nie wiem co . Ale na razie zajęłam się moja siostrą ,, robotem '' Wyplułam ją z pyska i zaczęłam do niej mówić .
- Lili , siostrzyczko , co Ci jest ? Co oni Ci zrobili ? Tak wiem to moja wina . Mogłam nie wchodzić na ten most . Przepraszam to moja wina . Tylko moja . Przepraszam .... Ale , ale co to ? Obroża ? Przecież ty nie miałaś obroży . Mhmhm .... zweryfikuję sobie to.
Zaczęłam zdejmować Lili obrożę . Po zdjęciu obroży Lilayne zachowywała się jak normalny wilk.
- Uff , gdzie ja jestem ? Ooo Saili ! Siostrzyczko , odnalazłaś mnie !! Tak się cieszę . Nigdy Cię już nie zostawię . Przyrzekam . Od dziś będziemy trzymać się razem !! - Wykrzyknęła Lilayne .
- Nie tak prędko LIli . Muszę jeszcze lecieć , uratować mojego przyjaciela Amira , który został w pałacu u Ashrana . Ty zostaniesz tutaj . Nie mogę Cię narazić na kolejne niebezpieczeństwo .
- Ooo nie !! Idę z tobą ! Ja też nie pozwolę , żeby Ci się coś stało . Zaraz obmyślimy plan jak dostać się do Lodowego Pałacu Ashrana .
Więc Lilayne i Saili przez całą noc zaczęły rozmyślać plan wtargnięcia do pałacu Ashrana .
- Poszukiwania rozpoczniemy jutro z samego rana . - Powiedziała LIlayne .
czwartek, 1 sierpnia 2013
11. Zdrada
♥~L.I.L.A.Y.N.E~♥
Nie wiem, ile dokładnie czasu minęło. Mogła minąć nawet cała wieczność. Powoli czułam, jak od ciągłego biegu łapy same odmawiają mi posłuszeństwa. Jednak biegłam ciągle. Obok mnie dzielnie trwał Sean. Byłam mu wdzięczna w głębi serca, że jest przy mnie. Kiedyś na pewno muszę mu podziękować. Nagle zaprzestał biegu zatrzymując się gwałtownie.
- O co chodzi? – Spytałam spoglądając na niego.
- Może odpocznijmy trochę. – Powiedział. Kiwnęłam tylko łbem. Nie miałam ochoty się kłócić, jednak serce samo rwało się do biegu, ciało mówiło co innego, a w szczególności łapy.
Przysiadłam pod drzewem, gdzie można było znaleźć choć odrobinę cienia. Słońce nie było dzisiaj zbyt litościwe i wysyłało cały swój żar na ziemię. Westchnęłam ciężko układając swój łeb na łapach. Kątem oka zauważyłam, że Sean gdzieś zniknął.
Może poszedł się napić…
Przez moją głowę przeleciały niezliczonej ilości myśli. Byłam tak zmęczona, że nawet nie miałam ochoty ich słuchać. Zasnęłam.
Ocknęłam się, gdy poczułam przyjemny zapach jedzenia. W mig szare komórki zaczęły pracować. Otworzyłam ślepia i spojrzałam przed siebie. Tuż przy moim nosie leżała świeżo upolowana sarna, a obok niej Sean.
- Pomyślałem, że będziesz głodna. – Uśmiechnął się.
- Dziękuje. – Odwzajemniłam uśmiech, dźwigając się na cztery łapy. Po chwili zatopiłam kły w ofierze. Poczułam przyjemne ciepło, które rozeszło się po całym moim ciele.
Po skończonym posiłku, ruszyliśmy w dalszą drogę. Coś w mojej głowie podpowiadało mi, abym mu nie ufała. Czułam też, że stanie się coś złego, jednak nie mogłam dokładnie stwierdzić co. Moją głowę zaprzątała jedyna myśl, aby odnaleźć siostrę. W końcu po to biegnę te setki tysiące kilometrów.
Dla niej…
Przyśpieszyłam nieco, gdy zauważyłam, że wilk zaczyna mnie wyprzedzać.
- Daleko jeszcze? – Krzyknęłam podczas biegu.
- Trochę. – Odkrzyknął. W sumie sama nie wiedziałam, dlaczego krzyczeliśmy. Tak po prostu. Kiwnęłam głową, ponownie skupiając swoją uwagę jedynie na biegu i tym, co znajduje się przede mną.
Nagle, zauważyłam jakby coś mignęło w krzakach, a następnie szybko się schowało. Gwałtownie się zatrzymałam. Sean również stanął.
- Co się stało? – Spytał podchodząc do mnie.
- Tam coś jest. – Odparłam lekko drżącym głosem wskazując łapą na krzaki.
- Pewnie Ci się przewidziało. – Przewrócił oczami. – Chodźmy dalej.
- Nie! – Zaprotestowałam. – TAM COŚ JEST.
Wilk nic nie odpowiedział. Spoglądał się na mnie, jednak jakimś innym wyrazem pyska. Ten był obojętny, zimny. Basior cofnął się parę kroków w tył. Nagle poczułam czyjś oddech na karku. Po moim ciele przeszły dreszcze.
- Przykro mi, że musiałem być dla Ciebie miły. – Uśmiechnął się szyderczo.
- Ale… - Chciałam coś powiedzieć, jednak poczułam okropny ból, który przeszył całe moje ciało.
Niemożliwe… Jak on mógł….
Potem była już tylko ciemność.
wtorek, 30 lipca 2013
10 . Lodowy Pałac.
~Saili~ ♥
Obudził mnie straszny koszmar . Nie wiedziałam co się dzieje . Amir spoglądał na mnie jak na ducha . Był wystraszony .
- Co ci jest Saili ? - Zapytał .
- Coś się dzieje , jesteśmy w niebezpieczeństwie , musimy uciekać !! - Wykrzyknęłam , zarazem wyjąc.
- Ale jak to ? Z kąt wiesz ?
- Miałam wizje w śnie . Coś jest bardzo blisko i może nas zabić .
-Co ty wygadujesz ? ! Do cholery jasnej . To był tylko zły koszmar i tyle . Nic złego się nie dzieje . - Próbował mnie uspokoić .
- Dobrze jak chcesz . Ale żebyś później tego nie żałował .
Usiadłam . Zaczęłam lizać swoje futro . Powietrze stało się jakieś ciężkie , trudno mi było oddychać . Nagle Amir zaczął się dusić . Szybko do niego podbiegłam i zaczęłam go ratować .
- Aaamir ! Proszę ! Co Ci się stało!! Amir nie umieraaj !! Proszę ! - Wyłam .
Nagle z pyska Amira wyleciał pierścień . Złoty pierścień . Przypomniałam sobie , że ten pierścień już kiedyś widziałam gdy uciekałam z laboratorium .
- Ajj . Przeklęty pierścień ! - Wykrzyknął .
- Nic , nic Ci nie jest ? - Zapytałam .
- Nie ! To normalne , gdy ktoś dusi się pierścieniem , który utknął mu w gardle , nawet go nie dotykając !! -Wykrzyknął zdenerwowanie .
- No sorry , tylko zapytałam , nie ? Dopiero co Cię poznałam . - Powiedziałam , gdy ktoś nagle wbiegł do naszej jaskini , paraliżując nas ogromnym ciałem. Były to inne wilki . Twarz miały bez uczuć . Spojrzenie miały zabójcze .
- AAAAAA co wy robicie !! - Krzyczałam i wyłam jednocześnie . Nie zdążyłam wypowiedzieć kolejnego zdania , gdy ktoś wpakował mi coś do pyska . I nie mogłam nic już powiedzieć . Było mi tak okropnie źle , że myślałam jak bym się rozlatywała . Ja z Amirem byliśmy przywiązani jakimiś sznurami . Straszne basiory były tak okropnie silne że ciągnęły nas przez całą naszą jaskinie , mając sznury w pysku . Zaczęliśmy jechać jakimś powozem . Strasznie trzepało . Gdy najechaliśmy na jakąś górkę lub kamień , wszystko zaczęło podskakiwać . Było coraz zimniej . Zaczęłam się bardzo trząść .Amir z trudem podszedł do mnie i objął mnie swoim futrem , żeby mi nie było zimno . Przez nieszczelne ,, okna '' powozu zobaczyłam w oddali jakiś śnieżnobiały zamek . Był bardzo piękny. W ogóle cała kraina była bardzo piękna , jakby taka z bajki . Zawsze marzyłam , żeby do niej przybyć tylko nie w takich okolicznościach . Powóz stanął .Wrota od powozu otwarli dwaj napakowali mężczyźni w maskach . Spróbowałam wypluć to co miałam w pysku i wyplułam i zaczęłam na nich warczeć . Ale to chyba pogorszyło sprawę . Po tym stali się bardziej agresywni i wrogo nastawieni do nas . Amir siedział spokojnie i podejmował się im wszystkiego co zapragnęli , jakby wiedział jacy są . Bardzo mnie to zarazem zaniepokoiło jak i zaciekawiło . Szliśmy powiązani sznurami . Wyrywałam się . Amir przeciwieństwo mnie szedł spokojnie . Szliśmy przez bardzo długi korytarz pokryty lodem . Wszędzie było zimno. Wreszcie doszliśmy . Był to jakiś loch . Trafiliśmy tam za kraty , jak do jakiegoś więzienia . Trafiłam z Amirem to tej samej ,,celi '' pewnie myśleli , że jesteśmy parą . Zaczęłam wyć i skamleć . Ale to nie pomagało .
- Co teraz będzie , co to za miejsce ? - Zapytałam Amira .
- To lodowy pałac Ashrana . Pamiętasz opowiadałem Ci o nim trochę. Miałaś rację . Mogliśmy uciec . Przepraszam . To moja wina . Możesz mnie rzucić na pożarcie krokodylom . Nie wiem zabić nawet . Znowu jesteś uwięziona . Naprawdę Przepraszam .
- Nic się nie stało , to nie twoja wina . I tak jakbyśmy uciekli to i tak nas by dopadli .
Nagle ktoś rzucił w nas jakąś strzałom . To był lek usypiajający . . .
Obudził mnie straszny koszmar . Nie wiedziałam co się dzieje . Amir spoglądał na mnie jak na ducha . Był wystraszony .
- Co ci jest Saili ? - Zapytał .
- Coś się dzieje , jesteśmy w niebezpieczeństwie , musimy uciekać !! - Wykrzyknęłam , zarazem wyjąc.
- Ale jak to ? Z kąt wiesz ?
- Miałam wizje w śnie . Coś jest bardzo blisko i może nas zabić .
-Co ty wygadujesz ? ! Do cholery jasnej . To był tylko zły koszmar i tyle . Nic złego się nie dzieje . - Próbował mnie uspokoić .
- Dobrze jak chcesz . Ale żebyś później tego nie żałował .
Usiadłam . Zaczęłam lizać swoje futro . Powietrze stało się jakieś ciężkie , trudno mi było oddychać . Nagle Amir zaczął się dusić . Szybko do niego podbiegłam i zaczęłam go ratować .
- Aaamir ! Proszę ! Co Ci się stało!! Amir nie umieraaj !! Proszę ! - Wyłam .
Nagle z pyska Amira wyleciał pierścień . Złoty pierścień . Przypomniałam sobie , że ten pierścień już kiedyś widziałam gdy uciekałam z laboratorium .
- Ajj . Przeklęty pierścień ! - Wykrzyknął .
- Nic , nic Ci nie jest ? - Zapytałam .
- Nie ! To normalne , gdy ktoś dusi się pierścieniem , który utknął mu w gardle , nawet go nie dotykając !! -Wykrzyknął zdenerwowanie .
- No sorry , tylko zapytałam , nie ? Dopiero co Cię poznałam . - Powiedziałam , gdy ktoś nagle wbiegł do naszej jaskini , paraliżując nas ogromnym ciałem. Były to inne wilki . Twarz miały bez uczuć . Spojrzenie miały zabójcze .
- AAAAAA co wy robicie !! - Krzyczałam i wyłam jednocześnie . Nie zdążyłam wypowiedzieć kolejnego zdania , gdy ktoś wpakował mi coś do pyska . I nie mogłam nic już powiedzieć . Było mi tak okropnie źle , że myślałam jak bym się rozlatywała . Ja z Amirem byliśmy przywiązani jakimiś sznurami . Straszne basiory były tak okropnie silne że ciągnęły nas przez całą naszą jaskinie , mając sznury w pysku . Zaczęliśmy jechać jakimś powozem . Strasznie trzepało . Gdy najechaliśmy na jakąś górkę lub kamień , wszystko zaczęło podskakiwać . Było coraz zimniej . Zaczęłam się bardzo trząść .Amir z trudem podszedł do mnie i objął mnie swoim futrem , żeby mi nie było zimno . Przez nieszczelne ,, okna '' powozu zobaczyłam w oddali jakiś śnieżnobiały zamek . Był bardzo piękny. W ogóle cała kraina była bardzo piękna , jakby taka z bajki . Zawsze marzyłam , żeby do niej przybyć tylko nie w takich okolicznościach . Powóz stanął .Wrota od powozu otwarli dwaj napakowali mężczyźni w maskach . Spróbowałam wypluć to co miałam w pysku i wyplułam i zaczęłam na nich warczeć . Ale to chyba pogorszyło sprawę . Po tym stali się bardziej agresywni i wrogo nastawieni do nas . Amir siedział spokojnie i podejmował się im wszystkiego co zapragnęli , jakby wiedział jacy są . Bardzo mnie to zarazem zaniepokoiło jak i zaciekawiło . Szliśmy powiązani sznurami . Wyrywałam się . Amir przeciwieństwo mnie szedł spokojnie . Szliśmy przez bardzo długi korytarz pokryty lodem . Wszędzie było zimno. Wreszcie doszliśmy . Był to jakiś loch . Trafiliśmy tam za kraty , jak do jakiegoś więzienia . Trafiłam z Amirem to tej samej ,,celi '' pewnie myśleli , że jesteśmy parą . Zaczęłam wyć i skamleć . Ale to nie pomagało .
- Co teraz będzie , co to za miejsce ? - Zapytałam Amira .
- To lodowy pałac Ashrana . Pamiętasz opowiadałem Ci o nim trochę. Miałaś rację . Mogliśmy uciec . Przepraszam . To moja wina . Możesz mnie rzucić na pożarcie krokodylom . Nie wiem zabić nawet . Znowu jesteś uwięziona . Naprawdę Przepraszam .
- Nic się nie stało , to nie twoja wina . I tak jakbyśmy uciekli to i tak nas by dopadli .
Nagle ktoś rzucił w nas jakąś strzałom . To był lek usypiajający . . .
poniedziałek, 29 lipca 2013
9. Wróg, a zarazem przyjaciel
~ L.I.L.A.Y.N.E~
Im bardziej zagłębiałam się w te przeklęte szpony dzikiej puszczy, tym bardziej czułam, że z tym miejscem jest coś nie tak. Czułam to w głębi duszy. Jakby coś zżerało mnie od środka. Okropne uczucie. Teraz jednak w mojej głowie siedziała jedna jedyna myśl – znaleźć Saili.
- To wszystko dzieje się za szybko. – Jęknęłam spoglądając w górę, gdzie kobaltowe niebo przysłaniały grube gałęzie drzew uniemożliwiając przedostanie się promieni słonecznych. Westchnęłam głęboko, chcąc nabrać jak najwięcej tlenu. Coś w mojej chorej głowie podpowiadało mi, abym się nie zatrzymywała.
Oczywiście, że się nie zatrzymam…
Pomknęłam przed siebie nie myśląc już nie więcej, gdyż wyszłoby to tylko na moją niekorzyść. Wykonywałam przeróżne slalomy między drzewami, przeskakiwałam przez kłody i przedzierałam się przez gęste krzewy. Mój mózg wyłączył się na wszelkie inne sygnały. Był tylko bieg i to, co znajduje się przede mną. To był mój najgorszy błąd, który doprowadził mnie do śmierci…
W ten poczułam jak coś z wielką siłą uderza we mnie. Łupnęłam o ziemię, czując jak jakiś ciężar nie da mi się podnieść. Sparaliżowana strachem wstrzymałam oddech. Ciemność jaka na chwilę przysłoniła mi oczy, nie dała dojść do mózgu informacji o tym kim jest ten osobnik nachylający się nade mną. Usłyszałam wrogie warknięcie, a kły niebezpiecznie błysnęły tuż przy mojej szyi. W porę jednak odzyskawszy trzeźwy rozum, zamachnęłam się łapą uzbrojoną w ostre pazury zadając cios napastnikowi, który wydał z siebie przeraźliwy syk. Odskoczyłam parę metrów dalej, jednak po chwili znów miałam przyjemność poczuć na sobie czyjś ciężar. Tym razem zaczynało brakować mi tchu. Dusiłam się. Wierzgałam łapami, próbowałam wyrwać się z tego żelaznego uścisku, jednak bez najmniejszego skutku. W ten, wilk na chwilę tracąc czujność nieco rozluźnił uścisk. Wykorzystując okazje, która mogłaby się nie powtórzyć, ugryzłam go w łapę szybko odtrącając od siebie. Ponownie zamachnęłam się łapą i walnęłam wilka prosto w pysk pozostawiając na nim krwawy ślad. Wróg zachwiał się na łapach, a ja robiąc szybką akcję skoczyłam na niego, w skutku czego po chwili leżeliśmy na ziemi. Teraz ta ja byłam górą.
- Mam Cię… - Wysapałam z trudem. Teraz mogłam przyjrzeć się dokładniej mojemu napastnikowi. Był to szaro – czarny basior. Miał czarną grzywkę, która bezwładnie opadała mu na oczy przymknięte powiekami. Na oko liczył około czterech lat. Zauważyłam kątem oka szkarłatną stróżkę spływającą z jego skroni.
Rozumiem…
Zgrzebałam się z wilka, a samego jego wrzuciłam sobie na grzbiet. Nic nie sugeruje, ale nawet najgorszemu wrogowi nie chcę dać kary pozostania w tym okropnym miejscu.
Zbliżało się południe. Ja wraz z pasażerem na gapę, który znajdował się nadal na moim grzbiecie zdążyłam już wyjść na otwartą przestrzeń. Słońce wisiało wysoko na niebie oplatając swymi promieniami cały świat. Jeden z promieni zawisł na mojej twarzy ciepło ją muskając. Uśmiechnęłam się mimowolnie, na chwilę zapominając o bożym świecie. Po chwili jednak dał mi o sobie znać mój „bagaż”, pod którym łapy same mi się uginały. Postanowiłam szybko poszukać jakiejś jaskini w której mogłabym złożyć nasze zwłoki. Potruchtałam dalej przed siebie bacznie rozglądając się na wszystkie strony. W ten moje oczy dostrzegły niewielką jaskinię skrytą między zaroślami. Bez chwili namysłu podbiegłam do niej i resztkami sił zrzuciłam z siebie wilka, sama padając na chłodną ziemię.
Ciekawe, co jeszcze…
Westchnęłam głęboko spoglądając na basiora. Spał. Postanowiłam wybrać się na małe polowanie w celu zapełnienia braków żywności. Ponownie opuściłam jaskinię i zniknęłam za ścianą zieleni. Wyostrzyłam wszystkie moje zmysły. Nagle dotknął mnie zapach zwierzyny. Uśmiechnęłam się szatańsko. Na małej polanie pasło się niewielkie stado saren. Zakradłam się w krzakach czekając na odpowiedni moment. Gdy moja ofiara podeszła wystarczająco blisko, skoczyłam zatapiając kły w tętnicy. Sarna szybko padła na ziemię, która nasiąkła czerwoną osoką. Oblizałam z degustacją kły, a następnie zacisnąwszy żelazny ucisk na szyi sarny, zawlekłam ją do jaskini.
Gdy dotarłam na miejsce, wilk już nie spał. Siedział w kącie jaskini świdrując mnie tym swoim lodowym spojrzeniem.
- Spojrzenie jednak mamy to samo. – Uśmiechnęłam się lekko kładąc zwierzynę na ziemi. Wilk nie poruszył się ani o centymetr, jakby ktoś nagle zamienił go w kamień.
- Kim jesteś? – Spytałam siadając parę metrów dalej.
- Mam misję Cię zabić. – Warknął. – Dlaczego więc, Ty mnie ratujesz?
- To proste, nie mogłabym Cię zabić. Wytłumaczę to tak, że nie chcę Cię zabijać. – Uśmiechnęłam się. – Ale dlaczego Ty chcesz mnie zabić?
- Taka misja. – Prychnął pod nosem odwracając wzrok.
- Misja? – Powtórzyłam zaintrygowana.
- Słyszałaś o złym czarnoksiężniku? Ma na imię Ashran. Zawładnął tą całą krainą, jak i jej ludnością, chociaż jest tylko nędznym człowiekiem, jest bardzo silny. – Westchnął. – Są też Ci, którzy mu służą, a na skinienie jego palca, zrobią wszystko..
- Nawet pozbawią kogoś życia… - Dokończyłam szeptem. Wilk wzdrygnął się na samo brzmienie tego słowa. Powietrze stało się ciężkie i przepełnione wszechobecną ciszą i błogim spokojem. Po chwili jednak przerwałam tę barierę zadając pytanie:
- Jak masz na imię?
- C-co? – Wydukał.
- Jak masz na imię? – Powtórzyłam lekko rozbawiona.
- …. Sean. – Odparł po chwili przenosząc na mnie swój lodowy wzrok.
- Miło mi, ja jestem Lilayne, ale możesz mi mówić Lili. – Zaśmiałam się.
Czy on w ogóle się nie uśmiecha?
- Halo? Panie? Jest pan tam?
- Cicho…
- Co?
- Bądź… Cicho… - Przeliterował mi z kamiennym wyrazem twarzy wpatrzony w ziemię.
- Co się stało?
- On tu jest…
- Kto?
- Ashran. Zbliża się, ale nie do nas. Na północ stąd znajdują się dwa wilki. Wilczyca i wilk. Są w śmiertelnym niebezpieczeństwie…
Jedyna myśl – Saili
- D-dwa wilki… - Wyjąkałam. – Musimy im pomóc!
- On mnie zabije, jeśli mnie dorwie! – Warknął. – Nie wykonałem swojej misji, nie zabiłem Cię. Nie mogę teraz pokazać mu się na oczy, bo sam zgi… - Nie dane mu było dokończyć, gdyż jego pysk spotkał się z moją łapą.
- Myślałam, że jesteś inny! Okazało się jednak, że w głębi jesteś małym, nadętym wilczkiem, który tylko gdy zrobi się niebezpiecznie to kuli ogon i ucieka! Co z Ciebie za wilk do cholery jasnej! – Wydarłam się na Sean’a, który wlepiał we mnie wielkie oczy. Poczułam ulgę. Wszystko co dusiłam w sobie znalazło ujście. Cały gniew i smutek. Szybko odwróciłam się i pobiegłam przed siebie. Nie minęło jednak dużo czasu, gdy usłyszałam dudnienie łap obok mnie.
- Idę z Tobą. – Powiedział wyrównując ze mną swój bieg. Uśmiechnęłam się w duchu, że jednak nie idę tam sama.
Subskrybuj:
Posty (Atom)